niedziela, 4 stycznia 2026

Deja Vu









kiedy myślę 

nie myślę 

o Tobie

o chłodnych falach

UKF Atlantyku


usiadłaś 

na ognisku

mrówki poczuwam

z twojego grzbietu

w stopach


taczki przewiozą cię

w sławie

przez przeprawę 

na moim brzuchu


nadpalone zapałki 

smakują troszkę słodziej 

na myśl 

o Tobie

idziesz 

brodem

wyrobioną ścieżką 

znowu w te

same

brązowe mgły


udajesz 

i znów chciałabyś 

wszystko

wężyki ust połykają

łapczywie

ciepłą strawę






niewolnicy prania






Niewolnicy prania

——


nie podpadniemy księżycowi

pójdziemy w noc 

wyprostowani

oczy

mój kocie 

świecą wewnętrznym

światłem


na ostry Barbakan 

kauczukowe podeszwy

kanciaście 

znaczy bezpiecznie


przyjdziesz 

na moje piętro

pod poziomem

morza

oddychaj szybciej 


wystawię ci L-numer 

skatologowany

nieznany

o zdolności do egzaltacji

czasowej utraty oddechu


nie zostaniesz zmarginalizowany/-na

nie tu w moim

podziemiu


śnieg i cieple lody

w Twoich ustach

podrzuceni na podzamcze

w kajdankach z jarzębin

i rokitnika 

My love











Engelbercie my love


co by nie miało być dobrze

jej oczy ale nie

podkrążenie zmęczeniem jak przed

podróżą 


nie ostatnią 

(idźmy pod rekę 

z Hope)

czekajmy, wyczekujmy radości 


nie za dużo tu nieposprzątania 

interwał a nawet space

dla auto-pity

no wiesz nie po drodze do raju mięśniakowi

z takim przysposobieniem

na siłę 


który wraca 

z daleka

pedałując co sił w grzbiecie


kombinuje (jąc)

bardziej niż zwykle milczy

niż idzie 

gdziekolwiek

co najmniej twardą 

podeszwą

piątek, 26 grudnia 2025

diatryba








diatryba

————-


nie jogguj tak zajadle

(odpowiedziałem Panu 

na blogu?)


żongluj w domu

ledwo idę przez łąki

a ty mnie wykańczasz

dociekliwością


młodyś

nie śmieć na śmieciówce

sprzątam za ciebie

i dla ciebie

taki przywilej starości

i sztucznej szczęki

gryzionej nerwowo

zamiast smoczka


radzę znów

(taka moja rola

na tym forum)

zostać w mieszkaniu

krwawicy okredytowanej

okrwawionej nią


jedenasty spędzaj

refleksyjnie prażeniowo z masłem

solą

racz być z dala od rajcujących

późniejszych kaców

po racach



polend








polend


kaczkami się tu nie obrzucają

bocianami rzucają

jak rzutkami


wilki podchodzą na czworakach

do koni

a one do namiotu

odsłaniają kolorowe śpiwory

obrok im się śni


ten kraj o czerwonym dziobie

rzucony byle jak

na mapę


moje dni 

prawie na czworakach

w owczej skórze

rzucone na pożarcie

Archiwum bloga