wtorek, 17 lutego 2026

Chciałbym pogodzić

Chciałbym pogodzić 


tęsknię za winem

wierszami bez przecinków

zalakowałem butelkę 

umierający dżinie

płci żeńskiej 


wyjdź jeszcze na chwilę 

weź ucałuj 

ugryź 

bym nie umarł 


nie mogłem cię dobudzić

tamtego dnia

stąpasz ciężko po plantach

jak mały piesek


nawet z roweru 

schodzisz na mój widok

pobrzękując ostrogami


lżejsi w ciastkarni

bezglutenowej

a tyle mięsa za nami


Tutejsze (na Gigói) koty i rybki,

a nawet restauracje:



















piątek, 13 lutego 2026

płyń nadchodzi deszcz

Idź (dź) na swoje pradawne miejsce                                                               mały pyszczku zmykaj z tym noskiem

ona już nie 

taka młoda

druga w kolejce

spogląda na moje dłonie

na pustą miskę

z uprzedzeniem

na plamy


rytuały nas zbawiąją

na krótko

pogrąża w zadumie wczesne 

wstawanie

ocieranie o kołdry

traw


ślizganie się

na barkach

grzbietach

udach i drzących łydkach


przypadkowa 

naturalność

Jej sierści

miażdży rozgadane anonse na ekranie


woda bez ceny wycieka

metaforycznie

podtapiając

zapala kieszenie

i czoła

zmartwieniem


rzeczywistym

więc po co się żalić?








środa, 4 lutego 2026

Nowy 3.02.2026


bez rytuału


w końcu przyjechaliśmy 

ale Uber wypluł nas

z taką nieznaną jeszcze

pogardą


dusimy się kablami

użyczamy fazę sztucznej życzliwości

uruchamiamy Audi zamiast wygaszać diesle


daj mu pożycz

nawet na rok byle był dalej od ciebie

niech poczuje starą zapomnianą 

serdeczność


pokochaj nawet

na wieczność uzyskasz rozdzielenie 

stałą kartę niebytu 

jej twarz za nieumytą szybą

zniknie


na razie sople zamiast krat

trzymają 

ale przyjdzie wiosna

nowa talia zgranych kart


uwolnione oczy

nie pikietują na rogatkach

chude osy 

podrabiane robotnice


prawie pomarańczą pachnące

długo w ciszy

samotnego łóżka 


wtorek, 3 lutego 2026

PARA BĘC

para bęc


siedzę sobie

bez ruchu przy tobie

ściana z szarym futerkiem

króliczy się 


od świąt nakładam na głowę 

uszy

coraz więcej przebrań 

na szczęście od

nowego roku

nic nie obiecuję 


mógłbym nic nie czuć 

przecież pożegnałem 

ostatnią

zaczarowaną rybkę 


jej popielniczka jest pełna 

zaciąganych łez

wyszczerbionego

dymu


pamiętam 

szewskie dłonie 

z ciepłowni 

klnące na czym świat 













poniedziałek, 2 lutego 2026

Bez komentarza

Sprajtuś i ja, dla siebie, w ciszy, na zawsze.

Daj grabę mój kumplu daj pyszczek.

Pocałuję tak jak lubiłeś, na zawsze. Nigdy nie odkleję 

ust od Ciebie.




















Archiwum bloga