Idź (dź) na swoje pradawne miejsce mały pyszczku zmykaj z tym noskiem
ona już nie
taka młoda
druga w kolejce
spogląda na moje dłonie
na pustą miskę
z uprzedzeniem
na plamy
rytuały nas zbawiąją
na krótko
pogrąża w zadumie wczesne
wstawanie
ocieranie o kołdry
traw
ślizganie się
na barkach
grzbietach
udach i drzących łydkach
przypadkowa
naturalność
Jej sierści
miażdży rozgadane anonse na ekranie
woda bez ceny wycieka
metaforycznie
podtapiając
zapala kieszenie
i czoła
zmartwieniem
rzeczywistym
więc po co się żalić?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz