czwartek, 5 marca 2026

jesiennie na tak

szukam wśród liściastych wybitnie pomarańczowych ocieram potylicę   o skórkę taką przypieczoną

(nie mylić z przypieczętowaną)


zasnę jak dobrnę

rozjechany

natychmiastówką

zapachową


ból 

jakby mniejszy

podzielony między mną

a tamtymi

opukuję więc chore 

może szybciej zauważą


zgrabną 

nóżkę

uśmiech wytrwały

jak kolczyk z księżyca


myślałem że

siedzisz obok mnie

(gościu, równiacho)

ale ty czas

cały na ty 

z brzuchomówcą


wystawiasz na pokaz

rzadką kocimiętkę

właściwą

na klacie









wiara w wiersze

 skrupulatna

….


ziemniaki krótkimi ruchami
w kosteczki
nie potrafię inaczej niż
niezdecydowanie


widocznie nieśmiało
może gdyby to był kartofel i nos
zakrwawiony


widzę jak bardzo przykładasz się do frytek
włosy lniane 
frytura siemię lniane


na zimno oceniam twoje
kuchenne kwalifikacje
zmarźnięty zwlekam z chowaniem dłoni 

tylko wpadam okazjonalnie pod twoją
klamkę
zobaczyć na szybko
wiewiórcze usta





niedziela, 1 marca 2026

costa azul słabe półwytrawne

 Costa Azul półwytrawne

————


zostaliśmy małymi 

ślimakami bez impetu

śluz ma barwę mleka

w proszku


wrzucają je łopatkami

do ust

jak na jakimś targowisku


wystawiłem rogi

na usilne błagania

nieopodal rzeki

smródki

udajemy ludzi stąd 

zatykając pokaźne nosy


pobłażliwi dla ziomali

na krańcu

największego zakola

w dole 

jakby plaża

jakby jeszcze coś miałoby

się stać


na krawędzi przystań

gospodarzy jakby wywiało

pijani księżycem 

samotną nocą

w dzień kąpani 

białym jacuzzi

mają wszyscy nas za miastowych


nasz styczeń 

a ich maj

zazdrościmy sznurów wakacji na szyjach

opalonych

śmierdzi spalinami od Fiata 125

młodziutkie liście 

przytrzaskują złośliwe

skórę












wtorek, 17 lutego 2026

Chciałbym pogodzić

Chciałbym pogodzić 


tęsknię za winem

wierszami bez przecinków

zalakowałem butelkę 

umierający dżinie

płci żeńskiej 


wyjdź jeszcze na chwilę 

weź ucałuj 

ugryź 

bym nie umarł 


nie mogłem cię dobudzić

tamtego dnia

stąpasz ciężko po plantach

jak mały piesek


nawet z roweru 

schodzisz na mój widok

pobrzękując ostrogami


lżejsi w ciastkarni

bezglutenowej

a tyle mięsa za nami


Tutejsze (na Gigói) koty i rybki,

a nawet restauracje:



















piątek, 13 lutego 2026

płyń nadchodzi deszcz

Idź (dź) na swoje pradawne miejsce                                                               mały pyszczku zmykaj z tym noskiem

ona już nie 

taka młoda

druga w kolejce

spogląda na moje dłonie

na pustą miskę

z uprzedzeniem

na plamy


rytuały nas zbawiąją

na krótko

pogrąża w zadumie wczesne 

wstawanie

ocieranie o kołdry

traw


ślizganie się

na barkach

grzbietach

udach i drzących łydkach


przypadkowa 

naturalność

Jej sierści

miażdży rozgadane anonse na ekranie


woda bez ceny wycieka

metaforycznie

podtapiając

zapala kieszenie

i czoła

zmartwieniem


rzeczywistym

więc po co się żalić?








Archiwum bloga