poniedziałek, 8 czerwca 2026

kapibary

kapibary


rozlało się i jest bardziej rozwlekle

ciut za mokro


powrót ledwo rzeki

nieprędko

za dużo mruczą

a zwisały cicho


wiatr podcina 

deszczem

prosto w pyszczki

marzące


na dumaniach

się kończy

wina nalejcie

kawy

mnie i byłym


bez uzależnień 

za ponowne

rozstanie 

do jeszcze 

dwulicowych kielichów 


zdrobniale ulewa

ulewka

one są 

romantyczne


kroplami na brwiach

nad ogromnie

migdalącymi się 

ślepiami


rozlało się i jest bardziej rozwlekle

ciut za mokro


powrót ledwo rzeki

nieprędko

za dużo mruczą

a zwisały cicho


wiatr podcina 

deszczem

prosto w pyszczki

marzące


na dumaniach

się kończy

wina nalejcie

kawy

mnie i byłym


bez uzależnień 

za ponowne

rozstanie 

do jeszcze 

dwulicowych kielichów 


zdrobniale ulewa

ulewka

one są 

romantyczne


kroplami na brwiach

nad ogromnie

migdalącymi się 

ślepiami


rozlało się i jest bardziej rozwlekle

ciut za mokro


powrót ledwo rzeki

nieprędko

za dużo mruczą

a zwisały cicho


wiatr podcina 

deszczem

prosto w pyszczki

marzące


na dumaniach

się kończy

wina nalejcie

kawy

mnie i byłym


bez uzależnień 

za ponowne

rozstanie 

do jeszcze 

dwulicowych kielichów 


romantyczne

kroplami na brwiach

nad ogromnie

migdalącymi się 

ślepiami

poniedziałek, 1 czerwca 2026

podobno jest środa

podobno jest środa



moja historia

zgrzanego 

t-shirt’a

zapoconego kołnierzyka

żółta gwiazda 

Sajgonu

patronka tanich zakupów


bez zobowiązań

bez wyrzutów

purchli na sumieniu

pandemia 

wpędziła nas

w najpiękniejsze zatoki

nie zbrukane

Oreo zajadem


kolory których

przedtem 

nie doświadczałeś

gdy regularnie 

trzymałeś ją

za dłoń


gdy armia złodziei

głodomorów

wzrokiem

pożerała

pomniki przyrody


burza

zeszła z kursu

kolizyjnego


nic nas nie zniszczy

dopóki nie unicestwi

wystarczy po prostu

kłamać

łamać i dzielić

na włosy

pszenne krakersy






dali wybawiciel ego ———-

 


dali wybawiciel ego

———-

segreguję

pustkę 

suchy kaszel w pudełku

z nadrukiem

Dali’ego 


nie wiem

jak mam rozbudować

poza trzy gołe litery

zmęczony pochłanianiem

nie muszę pożerać 


staczać się 

po tłustym

do zatok

gdzie czekaliby młodociani

pływacy

by podać nieoczekiwanie dłoń


lekcje odwołano

wieczorem 

kiedy na Południu

zaczynają się koncyliacje

przy stole


odwracam wzrok

gdy nie chcę widzieć

nie jadam ciebie

trzy litery mają 

rozdęte brzuchy

Szybki zmierzch

 szybki zmierzch

————



chłodny 

wiatr 

przychodzi

wraz z praską mgłą

oddaje trzęsące się pisklęta

mamom


lasy rąk 

łęgowych

wielokrotności naszych nieukradkowych 

uścisków


pięciopalczaste łapy

odbite na piasku

kiedy wszystko

staje nagle

na głowie

i wymieniasz drobne

na banknoty


rowery oddychają tym samym tlenem

lampy 

bez powiek

i brwi

cienkie w pasie

jak namiętne urojenia


podteksty 

nie mieszczą się

pod czapką

kościuszkowca


on już od świtu 

w drodze

Archiwum bloga