poniedziałek, 8 grudnia 2025

nagrobki pustosieją

 nagrobki pustosieją


Nie ma śladu 

po młodych ziemniakach,

okruchach po kremówkach.


Siedzieliście z kompatriotami.

Wspominaliście, tańczyliście

w wąskich sombrerach,

na wąskich ławeczkach.


Gdzie parujący bigos

z dziarską nadkwasotą,

że aż zez 

i podrygiwania karku. Schabowy z głową 

na sztywnej szyi,

panierką wyglądającą zza zniczy

jak kwiat kalafiora.


Powaga schodzi wraz 

z oddechem, 

ze starym zużytym powietrzem. Przykładasz ogień do opuszków palców,

wrzeszczysz wniebogłosy. Kawki, wrony i gawrony lećcie,

raczej przepadnijcie za zrębem równiny. 


Marzną dłonie. 

Rozsuwają się stopy pod nami,

na lodzie z wody 

oligoceńskiej.


Jawność śmieci, chmurek

papierosowych

aż boli w okolicach oczu. Załzawienie i reset emocji.

Znów powrót będzie 

się dłużył,

gubiąc wszystkie krótsze

drogi. 


Wystyga czerwony barszcz,

kubki dzwonią głośno,

od ucha 

do ucha

na styku z mortadelą,

lastryko.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga