poniedziałek, 8 grudnia 2025

Znów więc (SO) czy tylko sam

to nie ten szajs tylko SOBOTA


[nic niezwykłego

noc i dzień na bakier na oklep na rowerze

zwichrowane łąki z asfaltu]


kino i wspólne drobiny 

prażonej kukurydzy 

za gumką majtek

swąd zapiekanek 

na pieczarkach


naczos wystaje za

grube dywany i zabudowane balkony od wschodu

lekki namiot na zachodzie

miasta

z listka sałaty

ser ściekający ze śliskich balustrad


wyciągam pensetą piasek 

z twoich zaspanych oczu

w innych sprawach mniej lotnych tłumaczysz pochodzenie i cel

twojej nieskazitelnej skazy


zęby które jeszcze niewyrwane

wszędzie podstępne prace kanałowe

zapominają o bólu jak każda młodzież

uzbrojona w smartfon

strzelająca z gumy do żucia


pajęczyny pod sufitem

ale lecimy do mnie 

na tym ledwo wietrze 

od burzy jakieś sto tysięcy lat


cztery ściany 

nie tak myślące i wygodne

jak za wysokim murem 

Hampton nad Wisłą

ale jednak własne

i łobuzersko wygadane












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga