niedziela, 20 września 2026

Bez ciebie - sem Vc não dá

No nie wiem, śmiech to zdrowie jednak. Choć szkoda tej płyty, dobrze odtwarzała. Po sprawdzeniu w małym sklepiku, perełce. Okazja, mówię ci. Moreno przy ladzie, stały klient gadał bez przerwy o tamtych czasach, kiedy nietrudno znajdowałeś coś osobliwego. Zachęciła go moja mina desperata w zbroi udawanej cierpliwości. Zdezorientowanego spalinami i słońcem poszukiwacza skarbów. Dlatego później na lotnisku pocieszałem się widokiem komicznych napisów na drogich bawełnianych koszulkach. Tylko to już było daleko od zubożałego brudu Natal, tam gdzie bożonarodzeniowe słupy z betonu i poskręcanych kabli nasłuchują czy aby duch Nat King Cola nie zstąpił na ziemię. Czy aby nie dzwonią przytłumione dzwoneczki z chińskiej cienkiej blaszki. Dlaczego akurat Natal. Pierwsza odnoga podróży wiła się daleko od Kanarów jak pyton czychający na skromną przepiórkę. Pomieszały się języki, kolebka latynizmów wywrócona do góry nogami. Mój brzuch przekłuty i wypatroszony, udający satysfakcję z angielskich słów, które jak szarańcza memów przywędrowały moim śladem aż do Lanzarote. Płonne ich naciski i starania, Natal nie zostanie wymazany, ¡No pasarán! Słyszycie skurczybyki? Na fali radykalizmów nawet skromna lewa noga trzęsie się z zapału. Did I Get it right, again! ? Folks, hear me once more: ¡No pasarán!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga