poniedziałek, 15 grudnia 2025

Byłaś przypadkiem ze mną

 wybiegam o świcie kiedy trzyma jeszcze mróz                                                 i śnieg jest sypki

znajomi odźwierni 

zdążą tylko 

mrugnąć okiem

bezdomne psy

gryzą twoje imię

wykute w lodzie


inne kobiety już od godziny stukają się w głowy

nosiłem żwir na który 

kot strzepywał łapy

na twój portret w Nowym Jorku


chciałbym być

przy budce pod Jamnikiem

(parówką) odkładaną 

w papierku na później 

francuskie pomidory 

z krwawiącymi 

podłużnymi 

ranami

ciętymi


płynie obok jakaś rzeka

cebula tylko nieznacznie 

przypalona

nie znajduję ciebie 

na żadnej z bułek

czy uszłaś z życiem?


prosto do Palestyny 

hidżab

długi i zielony

jak liście marchewki














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga