piątek, 27 czerwca 2014

Fabryka nie ustaje - w weekendy największe żniwa...




ten feralno szczęśliwy wieczór...

Wypełniłaś pustkę ciepłym mlekiem. Zamieszałaś energicznie łyżeczką. 
Patrzyłaś chłodno na własną dłoń zza nieskazitelnych okularów.

A cichy marzyciel leżał oparty o moje ramię.
Wygłaskałem wszystkie wątpliwości z jego złotej główki.

Nie będziesz bramkarzem, jeśli siostra złamie ci rękę.
Ale nie wpadaj w rozpacz Misiu, to tylko żarty Misiu, taki foch.

Potem pomogę ci wejść do łóżka. Popłyniemy dalej, przytuleni do siebie. 

Gdzieś z tyłu płetwa steru rozbija łby morskim potworom.

Zobaczysz, jeszcze zbliżysz się do siostry.
Właśnie niesie puszystą biel w twoim kubku.
Ten jej niewyraźny uśmiech wraca do łask.
Przebija wszystko co zgotowali obrońcom napastnicy.

Jeszcze nie przełączajmy. Czekajmy na błogą ciszę.
A cukier niech stanie się mniej przeźroczysty.

Sięgaj do tej słodyczy językiem, do samego gładkiego dna. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga