ten feralno szczęśliwy wieczór...
Wypełniłaś pustkę ciepłym mlekiem. Zamieszałaś energicznie łyżeczką.
Patrzyłaś chłodno na własną dłoń zza nieskazitelnych okularów.
A cichy marzyciel leżał oparty o moje ramię.
Wygłaskałem wszystkie wątpliwości z jego złotej główki.
Nie będziesz bramkarzem, jeśli siostra złamie ci rękę.
Ale nie wpadaj w rozpacz Misiu, to tylko żarty Misiu, taki foch.
Potem pomogę ci wejść do łóżka. Popłyniemy dalej, przytuleni do siebie.
Gdzieś z tyłu płetwa steru rozbija łby morskim potworom.
Zobaczysz, jeszcze zbliżysz się do siostry.
Właśnie niesie puszystą biel w twoim kubku.
Ten jej niewyraźny uśmiech wraca do łask.
Przebija wszystko co zgotowali obrońcom napastnicy.
Jeszcze nie przełączajmy. Czekajmy na błogą ciszę.
A cukier niech stanie się mniej przeźroczysty.
Sięgaj do tej słodyczy językiem, do samego gładkiego dna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz