teraz Woodstock
——
ja też znikam z byle
powodu
uderzam gradem
do wieczora
dotykam twoich włosów
jeden warkocz
jedno źródło tęsknoty
marynarz bez zarostu
ćwiczył na nim węzły
pora oszukiwać czas
wyjść nad Wisłę
siadać okrakiem na błocie
zrzucisz z grzbietu
czy nie
zabierzesz promem
o twoim imieniu
czy nie
bananowy song
a w nim kilka kropel alkoholu
moje i twoje
oczy wywrócone do siebie
stajesz na moich ramionach
na odciskach
niby nigdy nie bolało
schodzę po błocie
nie zjeżdżam na tyłku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz