Costa Azul półwytrawne
————
zostaliśmy małymi
ślimakami bez impetu
śluz ma barwę mleka
w proszku
wrzucają je łopatkami
do ust
jak na jakimś targowisku
wystawiłem rogi
na usilne błagania
nieopodal rzeki
smródki
udajemy ludzi stąd
zatykając pokaźne nosy
pobłażliwi dla ziomali
na krańcu
największego zakola
w dole
jakby plaża
jakby jeszcze coś miałoby
się stać
na krawędzi przystań
gospodarzy jakby wywiało
pijani księżycem
samotną nocą
w dzień kąpani
białym jacuzzi
mają wszyscy nas za miastowych
nasz styczeń
a ich maj
zazdrościmy sznurów wakacji na szyjach
opalonych
śmierdzi spalinami od Fiata 125
młodziutkie liście
przytrzaskują złośliwe
skórę
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz