Stuk-puk
stuk-puk
Rury wężowo nocą pod samym sufitem.
Nie pomylcie z lianami albo prostodusznym
gadami. Ejże, nie wyciągaj dłoni.
Ludzie to ciekawskie bestie.
Ciągną gęsiego do raju.
Uwaga raj chowa się w moim pokoju.
Od małego. Zabrałem szlaki
w trzech kolorach do kawalerki w Śródmieściu.
Raj niedostrzegalny dla innych oczu
poza patrzałkami małego chłopca.
Rury wracają, białe na czarnym tle ustawicznej burzy.
Prawie nierozpoznawalne. Od nieznanych specjalności.
Od jakich grzechów?
Zimnych czy ciepłych, a może całkiem letnich.
Papużka niedotknięta wczesną porą,
jakby zamarła. Namiastka dziecinnego strachu
w drewnianym serduszku.
Chciałoby się zaśpiewać
jak ptak:”jesteś tam, jesteś tam?”.
Budzi ją uderzeniami małego knykcia
o wypolerowaną pierś. Ma żywe kolory na całe
jednostajne życie. Odporne na jesień, zimę i lato.
Odbija zaaferowana słońce spod lufcika.
Czasem spojrzy zza ramienia,
po przekątnej na łóżko.
Patrzy na deszcz wchodzący do klatki
i zatęskni za bajkowym snem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz